Minusy pracy barbera – o czym warto wiedzieć przed wejściem do zawodu?
Praca barbera ma sporo plusów. Możesz rozwijać własny styl, poznajesz ludzi, a z czasem budujesz bazę klientów, którzy regularnie wracają na fotel. Nie oznacza to jednak, że każdego dnia wszystko wygląda tak dobrze, jak na zdjęciach i rolkach.
Zanim zdecydujesz się wejść do tego zawodu, warto znać również jego słabsze strony. Nie po to, żeby się zniechęcić, ale żeby wiedzieć, na co się przygotować.
W barberingu też występuje sezonowość
Są okresy, kiedy grafik jest wypchany od rana do wieczora. Przed świętami, sylwestrem, wakacjami czy długim weekendem nagle każdy przypomina sobie, że potrzebuje strzyżenia.
Problem w tym, że po takim intensywnym czasie często przychodzi spokojniejszy moment. Klientów jest mniej, w grafiku pojawiają się wolne miejsca, a zarobki mogą być niższe niż miesiąc wcześniej.
Na początku może to być stresujące, szczególnie kiedy nie masz jeszcze własnej, stałej bazy klientów. Z czasem zaczynasz jednak lepiej planować swoje wydatki i odkładać część pieniędzy z mocniejszych miesięcy.
Duże znaczenie ma również to, jak dbasz o klientów. Dobre strzyżenie to jedno, ale ważna jest też atmosfera, punktualność i sposób, w jaki traktujesz osobę siedzącą na fotelu. To właśnie stali klienci pomagają przejść przez spokojniejsze okresy.
Plecy i nogi szybko przypominają o sobie
Barber większość dnia spędza na stojąco. Do tego często pochyla się nad klientem, ustawia ciało pod różnym kątem i wykonuje przez wiele godzin podobne ruchy.
Po jednym intensywnym dniu możesz czuć zmęczenie. Po kilku miesiącach złe nawyki zaczynają już regularnie dawać o sobie znać. Najczęściej odzywają się plecy, kark, barki, nadgarstki i nogi.
Dlatego podczas nauki warto od początku zwracać uwagę nie tylko na samo cięcie, ale również na ustawienie fotela i własną postawę. Zamiast schylać się do klienta, lepiej podnieść fotel. Zamiast cały czas pracować z jednej pozycji, trzeba nauczyć się poruszać wokół stanowiska.
Pomagają także regularne ćwiczenia, rozciąganie, basen i wygodne buty. Brzmi banalnie, ale po całym dniu pracy naprawdę czuć różnicę.
Umowa o pracę nie jest standardem w każdym barbershopie
W wielu barbershopach barberzy pracują na prowizji, prowadzą własną działalność albo rozliczają się na innych zasadach. Umowa o pracę nadal nie jest w tej branży czymś oczywistym.
Taki sposób współpracy może mieć swoje zalety. Przy pełnym grafiku i dobrym procencie można zarabiać naprawdę dobrze. Trzeba jednak pamiętać, że większa swoboda często oznacza również mniejsze poczucie bezpieczeństwa.
Kiedy pracujesz na prowizji, zarabiasz wtedy, kiedy obsługujesz klientów. Jeżeli zachorujesz, wyjedziesz albo z innego powodu nie możesz pracować, możesz zostać bez dochodu za te dni.
Dlatego przed rozpoczęciem współpracy z barbershopem warto dokładnie ustalić warunki. Jaki procent otrzymujesz? Kto zapewnia kosmetyki i narzędzia? Czy masz płatne dni wolne? Co dzieje się w przypadku odwołania klientów? Lepiej zapytać o wszystko wcześniej, niż później być zaskoczonym.
Początki potrafią być nierówne
Samo ukończenie kursu nie oznacza jeszcze pełnego grafiku. Na początku trzeba zdobyć doświadczenie, przyspieszyć pracę i przyciągnąć pierwszych klientów.
Jeden dzień może być pełny, a kolejnego w grafiku pojawią się dwie osoby. To normalny etap, przez który przechodzi większość początkujących barberów.
W tym czasie szczególnie ważna jest regularność. Warto pokazywać swoje prace, robić zdjęcia fryzur, zbierać opinie i nie zniechęcać się po kilku spokojniejszych tygodniach. Baza klientów nie powstaje w jeden miesiąc.
Czy te minusy powinny zniechęcać?
Niekoniecznie. Każdy zawód ma słabsze strony. Najważniejsze, żeby nie wchodzić do niego z przekonaniem, że od pierwszego dnia będzie lekko, a grafik od razu zapełni się klientami.
Praca barbera wymaga dbania o własne zdrowie, rozsądnego planowania pieniędzy i cierpliwości podczas budowania swojej pozycji. Kiedy wiesz o tym wcześniej, łatwiej przygotować się na gorsze momenty i uniknąć części błędów.
To zawód, który może dawać dużo satysfakcji, ale trzeba podejść do niego normalnie – bez idealizowania i bez ściemy.
